Niektórzy mówią, że potrzeba zmian wiąże się z koniecznością zmiany otoczenia. Tak właśnie, przytłoczona gołębiowym tłumem, przyduszona rozbestwionym smogiem, kilka miesięcy temu przeprowadziłam się z Krakowa do W….rocławia. Pewnie bardziej naturalnym wydaje się wstawienie w tym miejscu ‘Warszawy’, będącej gwiazdą polarną na niebie polskiego rynku pracy. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wielu z nas nie docenia potencjału, jaki nie tyle drzemie w naszych miejscach zamieszkania, co w nas samych.

O odwadze i przeprowadzce

Od wielu osób słyszałam, że przeprowadzka do obcego miasta, w którym nie zna się nikogo to wyraz niesamowitej odwagi. Ta opinia skłoniła mnie do refleksji, ale nie nad odwagą moją czy samą w sobie, ale nad ludźmi, którzy to subiektywne zdanie wypowiadają. Czy takie opinie mają decydować o tym, kogo wysyłamy do dżungli, a kogo do Disneylandu? Czy w takim razie otaczanie się osobami, które grają bezpiecznie lub inaczej: kiszą się we własnym sosie sprzyja naszemu rozwojowi? Warto zastanowić się, jaką rolę w kreowaniu nas samych ma postawa naszych bliskich i znajomych.

Co gdyby nikt nie ryzykował?

Zdarzyło mi się kilka razy entuzjastycznie dzieląc się pomysłami na przyszłość krzyczeć jak Archimedes, a później przyjąć kubeł zimnej wody na głowę.  Wiecie jak szybko można zgasić czyjś entuzjazm zdaniami płynącymi wprost z natury ludzkiego doradztwa:

– Po co ci to?

– Ile z tego weźmie ZUS?

– I co potem?

Wyobrażam sobie, że gdyby znajomi Kolumba, zwijmy ich Diego i Domingo, powiedzieli mu „Krzysiek, ty do Indii?! Po co, z kim i za co? Lepiej siedź w domu i nie majacz!” mieli większą siłę przekonywania, a on sam nie dążyłby do wyznaczonego celu, jakim były Indie a nie Ameryka, nie jadłbyś w niedziele schabowego z ziemniakami.

Ci, którzy gaszą nasz zapał tłumacząc, że krytyka i ostrzeżenie sprowadza na ziemię, nie zdają sobie sprawy z tego: bardziej prawdopodobne niż to, że dokądś dojdziemy tkwiąc w zahukaniu jest to, że ludzkość najprawdopodobniej przetrwa i bez naszego sukcesu i bez przestróg naszego otoczenia.

http://www.glosywmojejglowie.pl/

http://www.glosywmojejglowie.pl/

Oczywiście nie chodzi mi tu o poważne zagrożenie życia czy zdrowia, a o to, iż człowiek chcący coś w życiu osiągnąć będzie podejmował ryzyko odkrywcy. Szczęśliwie, po licznych obserwacjach i na własnym przykładzie mogę napisać, że mamy tendencję do przebywania z osobami mniej więcej do nas podobnymi. Jeśli więc odkrywam, że otaczają mnie marudy to czas zastanowić się czy sama marudą nie jestem, czy chcę nią być i co mogę z tym zrobić?

Tak więc, powinniśmy dążyć do tego co możliwe, lub co mogłoby być możliwe. Ale nie zapominajmy, że nasza ambicja by coś zmienić i narażenie się na ryzyko, mają być dowodem na to, że

życie jest albo śmiałą przygodą, albo niczym!

 Rzecz jasna nie możemy też palić mostów za każdym razem, gdy ktoś ośmieli się nas skrytykować. Nie bądźmy tacy hardzi; krytyka bardzo często, choć stosowana nieumiejętnie używana jest w dobrej wierze i nie koniecznie oznacza, że ktoś życzy nam źle. Acz prawdziwe jest, wydaje mi się, powiedzenie: Jeśli wszedłeś między wrony musisz (będziesz) krakać jak i one”, gdyż czy tego chcemy, czy nie, z reguły dostosowujemy swoje oprogramowanie do współpracowników, by nie odstawać od reszty i po prostu lepiej się dogadywać.

http://www.glosywmojejglowie.pl/

http://www.glosywmojejglowie.pl/

Z drugiej strony zasłyszane tu i tam: „nie wychylaj się…”, „szanuj pracę”, „płacą ci za to?”…kierowane do nowych, energicznych członków zespołu powoduje lekki uśmiech na twarzy i przywołuje jeden z moich ulubionych komiksów.

Gęsi klucz

Czytając ostatnio o tym, że natura w drodze ewolucji, wypracowała doskonale działający model gęsiego klucza, w którym każda gęś odgrywa znaczącą rolę w sukcesie zespołu, spojrzałam na tę ideę nie tyle z perspektywy życia korporacyjnego, co prywatnego. Poprzez stałą współprace, wzajemny doping i zrozumienie, gęsi klucz pozwala zaoszczędzić kilkadziesiąt procent energii każdej jednostki.

Gdy kapitan daje z siebie najwięcej na czele klucza rozcinając powietrze by innym było łatwiej, pozostali członkowie głośno gęgając mają czas zregenerować siły by niedługo wykonać taką samą pracę.

Zawsze wzdrygam się na słowa uczestników jakichś popularnych programów telewizyjnych: ‘jestem tu by wygrać, a nie żeby zawierać przyjaźnie’, „liczę się tylko ja’ etc. czy tak naprawdę wyobrażamy sobie, że jesteśmy samowystarczalni? Co to za pokolenie zwycięzców?

Zwracam jednak uwagę i, cytując Sir Kena Robinsona: „Są rzeczy, które dają energię, i takie, które odbierają. Nic więcej.” stwierdzam, że możemy utrzymywać relacje, które albo naszą energię budują, albo ją wysysają. Pomyślcie sobie teraz: czy nie lubicie być dopingowani? Jak wpływa na Was pozytywna atmosfera w kawiarni, domu czy pracy? Czy od razu chce się żyć?

Cyrkulacja dobrej energii to rzecz nieopisanie ważna. Przecież już samo obserwowanie pozytywnego działania powoduje, że czujemy się lepiej. Czujemy się lepiej, gdy widzimy nastolatka ustępującego miejsca starszym i milej nam, gdy mijający nas na klatce schodowej sąsiad z uśmiechem powie ‘dzień dobry!’. Praca w fajnym zespole często sprawia, że mimo niskiej płacy decydujemy się zostać w firmie, a dopingujący szef-mentor motywuje do stawiania czoła problemom. Wszystko przecież zależy od naszej motywacji i priorytetów.

Co w nas drzemie

Jeśli dłużej się nad tym zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że to nie rozum ogranicza nasze działania, ale nasza własna nieuporządkowana emocjonalność. Ilu znam ludzi, charakteryzujących się tzw. wstecznym nastawieniem poznawczym? To znaczy takich, którzy siedząc w domu z otwartym facebookiem czekają, aż idealna praca zapuka im do drzwi, poprosi by ją wzięli… będą przy tym narzekać i biadolić, a gdy ona w końcu przyjdzie pozwalają jej odejść? Kilkoro. Ale muszę za to przyznać, że podziwiam ich konsekwencję trwania w tym stanie.

Trochę nie rozumiem, po co czekać na sposobność, skoro można stworzyć okazję i ją wykorzystać? Lecz… wiem, że nic nie wiem.

Jestem zdania, że opisane powyżej po krótce przykłady są bardzo ważnym aspektem tak w całej PRACOLOGII, jak i życiu prywatnym i należy na nie zwrócić szczególną uwagę.

Słowem podsumowania przychodzi mi na myśl krótka analogia: działanie sprawia ludziom radość – brak działania to brak radości.
Działajcie.