Niedawno, wiedziona moją wiercącą dziurę w brzuchu ciekawością, znalazłam się na prezentacji pewnego przedsięwzięcia. Ciekawił mnie zarówno temat spotkania jak i ludzie, których miałam poznać. Przekrój osobowościowy uczestników był zupełnie nieprzewidywalny, a chęć obserwacji i sprawdzenia własnego miejsca w całym szeregu – ogromna.

Kim chcę być w przyszłości

Przez ponad 3 godziny przekonywano nas jak cudownie jest pomagać innym ludziom w odnajdywaniu ich prawdziwego ‘ja’, dokopywać się do ich chęci spełnienia w zawodzie i w ścisłej współpracy z klientem rysować różowy obraz jego nowej kariery.

desk3

Co jednak nie mogło umknąć mojej uwadze, a wydaje mi się, że umknęło dosłownie każdemu w tym pokoju, to to, że cała zebrana grupa charakteryzowała się głównie zagubieniem, niepewnością i  nieśmiałą dozą poszukiwania samego siebie. Tak spotkały się młode mamy na już za długim urlopie macierzyńskim; bojaźliwe studentki, które cichym, drżącym głosem opowiadały o martwym punkcie w jakim znajdują się tuż przed obroną pracy; czy szeregowi pracownicy firm XYZ, którzy jakimś sposobem zbyt szybko nudzą się monotonią co raz to innej pracy.

Cały ten czas zastanawiałam się w jaki sposób, bez definitywnego określenia samego siebie, tego kim się jest i czym chce się być na rynku pracy, można ‘projektować karierę’ innym ludziom? Czy stanie się doradcą, coachem czy projektantem kariery jest lekiem na własne rozterki? Czy dyplomik za kilka tysięcy złotych w anielski sposób pozwoli nam uwierzyć w samych siebie? Czy zrobi z nas bohaterów z odsieczą biegnących na ratunek… takim jak my sami?

Brak mi było afirmacji u samych prowadzących. Ich postawa, słowa, opowiadane historie, w których nie mogłam dopatrzeć się żadnych konkretów sprawiły, że po zakończeniu spotkania powiedziałam do siedzącej obok mnie koleżanki: „ W trakcie tych trzech godzin 3 razy zasnęłam i 2 razy umarłam”.

Bo niech mi ktoś proszę wyjaśni jak siedząc w tej działce z tytułem psychologa w kieszeni, próbując sprzedać taki właśnie produkt obcym zupełnie ludziom można nie wiedzieć, czym jest psychologia sukcesu? Kuriozum, absurd… Jak nie pomyśleć, że to żart?

Był to też nie pierwszy raz, kiedy spotkałam się z, dla mnie nie do przyjęcia, oburzająco kolokwialnym językiem prezentacji. Może jestem po prostu staroświecka i nie znam się na najnowszych trendach komunikacyjnych, ale wszystkie te powtarzające się brzydkie słowa nie sprawiły wcale, że pomiędzy mną a prezentującą nawiązała się przyjazna nić porozumienia. Pomyślałam raczej, że tak nadrabia się braki w słownictwie i maskuje własne nieprzygotowanie.

Kręciłam się już na krześle, wbrew temu, co działo się wokół definiując samą siebie jako osobę, która szczęśliwie przeszła już okres zawodowego nieograbienia i powoli lecz sukcesywnie dąży do wyznaczonych celów.

Jeśli przeczyta ten tekst ktoś z kręgu moich bliskich znajomych, to z pewnością zauważy i zgodzi się, że tak też brzmią zawsze moje życzenia okolicznościowe: ‚REALIZACJI WYZNACZONYCH CELÓW’.

Te życzenia mają bowiem skłonić solenizanta do refleksji i odpowiedzenia sobie na kluczowe pytanie:

Czy wiem czego chcę i dokąd idę? 

Quo vadis, moi drodzy. Quo vadis?

  • Bardzo rozsądne wnioski! Popularność tego typu szkoleń sprawia, że pojawia się na rynku dużo pseudo-doradców, którzy sami wymagają dobrego przeszkolenia… Niestety, trzeba czasem zapłacić za to, żeby nauczyć się rozróżniać…