Z dzieciństwa pamiętam jesienny wieczór, kiedy kobiety ze wsi przychodziły do nas by wspólnie drzeć pierze i pić słodką pigwówkę.

W domu pachniało wtedy pieczonym ciastem i świeżą śliwkową konfiturą, a kaflowy piec ogrzewał każdy pokój. Spotkanie było zawsze w kuchni, która była sercem naszego domu.

Kobiety opowiadały ploteczki i dzieliły historie przy wspólnym stole, a w powietrzu lekko wirował delikatny, biały puch. Myślałam, że takiej tradycji już nie odzyskam…

 

Dom w Seattle

Seattle jest trochę jak Wrocław – to miasto spotkań. Na ulicy i w pracy zobaczycie tu niemal wszystkich obywateli świata. Ludzie żyją tu tak, jak chcą.

Nigdy nie myślałam, że po latach, wieczorową porą wróci do mnie wspomnienie kobiet ze wsi.
Nagle, tak jak wtedy oczami dziecka, zobaczyłam niemal identyczny obraz.

Wokół mnie krzątało się kilka sympatycznych pań, które organizowały miejsce do pracy. Parę osób siedziało już przy stole z rękami zanurzonymi w cieście. Tego wieczora miałyśmy bowiem lepić polskie pierogi.

Koło Gospodyń Miejskich

dsc07064-01

Wspólne lepienie pierogów w Domu Polskim, Seattle

Daleko od rodzinnej wsi i stolicy Polski, przyszło mi spotkać się z Kołem Pań w Domu Polskim w Seattle. Ponieważ nazwa “Koło Pań” kojarzy mi się z “Kołem Gospodyń Wiejskich” bo jestem ze wsi, a mieszkamy w mieście, w mojej głowie pojawiło się określenie, którego wyplenić teraz nie potrafię. Wydaje mi się nawet, że to bardzo sympatyczna nazwa.

Po raz pierwszy w życiu, podczas wspólnego lepienia pierogów miałam kontakt ze starszą niż ja Polonią w USA. Paniami, które w Stanach mieszkają średnio od 20 lat. Historie jakie mi opowiadały były róże, ale moje serce tego wieczora skradła pani Basia.

Każdy zna taką panią Basię, która swymi łagodnymi oczami i słodyczą w głosie umili czas historiami swojej młodości.

Może to wasza babcia, może sąsiadka albo pani na targu.

Gdy panie Basie opowiadają o młodości, widzimy ich historie jak czarno-biały film albo pokryte rdzawą sepią zdjęcia.

W pewnym momencie pani Basia powiedziała, że rokrocznie w Domu Polskim organizuje jasełka. Nieśmiało zapytała czy nie mam może w domu ‘małego żywego Jezuska’, który mógłby wziąć udział w przedstawieniu. Odpowiedziałam, że nie mam i że do świąt raczej się nie wyrobię 🙂

Po co tyle pierogów

Co jakiś czas w Domu Polskim odbywają się różne spotkania, w których Koło Pań bierze udział.

W weekend 5 i 6 listopada odbędzie się doroczny Jesienny Bazar. W Polsce ze świecą szukać tego, co w Seattle jest na każdym kroku- autentycznego amerykańskiego i tajskiego jedzenia. W Seattle polskiego jedzenia nie znajdziecie wszędzie.

Dlatego w ten listopadowy weekend lokalsi będą mogli spróbować pierogów, pieczonej kiełbasy i gołąbków– esencji polskiej kuchni. Będą  też domowe ciasta przy których trochę się zakręcę bo podobno robienie ciast mam we krwi…

Wszędzie można znaleźć swój dom – nawet na drugim końcu świata. 

  • Gosia

    Aniu, talent do pisania miałaś od najmłodszych lat…pamiętam Twoją pierwszą, „poważną” , jak na uczennicę podstawówki (!!!) książę. Wtedy byłam nią zauroczona, podobnie jak za każdym razem po przeczytaniu Twoich wpisów. :-*

    • Ach dziękuję! Pamiętam „Dwie Wyspy” – moje pierwsze dłuższe opowiadanie. Już wtedy ujawnił się mój… pociąg do kotów 😉

  • Ciepły wpis! Piękne są takie babskie spotkania – i nieważne czy baby mają 15, 30 czy 60 lat!

    • Jest coś w tych kobiecych spotkaniach. Zawsze czuję się tak, jak dzielono na nich tajemną wiedzę 😉

  • W naszym kraju to prawdopodobnie Koło Gospodyń Wiejskich przede wszystkim góruje. Czy jeszcze inne, a nie wiem?

    • Wspomiałam w tekście ‚koło gospodyń wiejskich’ bo pochodząc ze wsi, to może nam się nasuwać na myśl. Ale co jeśli takie „Koło Pań” funkcjonuje w mieście ale nie chce tego podkreślać :)? Nie wiem, czy taka jest geneza „Koła Pań”, ciekawa jestem czy takie grupy istnieją w Polskich miastach i jak się nazywają 🙂

  • Super sprawa ! Zatesknilo mi się do pierogów. Może Panie że Seattle kiedyś zaprosimy na nasze Polskie Babskie Spotkania w Vancouver. W końcu to nie tak daleko 😊

    • Ania

      Dobry pomysł! Myśle, że mógłby to być początek dobrej przyjaźni 🙂

  • Niesamowite! Aż radość bierze, czytając takie wiadomości :). Sama bym zjadła pierogów z Seattle 😉

    • Ania

      Podobno smaki i zapachy zapamiętujemy najbardziej, a pierogi tak jak kanapki- zawsze smakują lepiej gdy ktoś inny je zrobi 😉

  • Cudowne 🙂 Święta coraz bliżej, jeszcze trochę i sama zabiorę się za pierogi 🙂

    • Anna Sycz

      I smacznego <3

  • Roman Sidło

    Świetny tekst.

    Widać w tym wszystkim jakąś taką niewypowiedzianą nostalgię i tęsknotę za krajem. Ja sam pochodzę z niewielkiej miejscowości i również pamiętam dobrze sesje darcia pierza prowadzone przez moją babcię. Jak tak sobie myślę, z tamtego kilkunastoosobowego grona żyją już dzisiaj tylko trzy Panie, w tym moja babcia właśnie.

    • Anna Sycz

      Wspaniałe są takie wspomnienia 🙂 Ja zawsze mam wrażenie, że są owite mgłą – jakbyśmy nie byli pewni czy to działo się na prawdę, czy może się nam przyśniło

      • Roman Sidło

        Rzeczywiście, wspomnienia z dzieciństwa często są bardziej oniryczne od snów 🙂

  • cudownie że w tych zaganianych czasach są chwile, dla których warto się zatrzymać i spędzić miło czas a przy okazji pysznie zjeść 😀

    • Anna Sycz

      Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy chcą ten czas ze sobą spędzać 🙂 Właśnie piszę o tzw. „Mrozie Seattle” to zjawisko o 180 stopni różne od spotkań przy pierogach 🙂