Jak wyobrażacie sobie Amerykanów? Są przyjaźni czy zdystansowani? Czy w Seattle zobaczycie wesołych kowbojów w dżinsach wołający “howdy!”? Czy jeżdżących na elektrycznych wózkach zmęczonych życiem staruszków? A jacy są mieszkańcy Seattle? 

Seattleite – tak oficjalnie nazywa się mieszkaniec Seattle, ale to, kim jest prawdziwy Seattleite trudno jest zdefiniować. Bo czy możemy powiedzieć, że jesteśmy stąd dopiero gdy pomieszkamy tu 10 lat? A może mieszkańcami danego miasta są tylko ci, którzy w nim się urodzili? Od lat 90-tych ponad 60% mieszkańców Seattle nie pochodzi nawet ze stanu Waszyngton.
Kim więc jest Seattleite?

Seattleite w Deszczowym Mieście

Seattle znane jest z dużej liczby kawiarni i palarni kawy. Można się zatem domyślać, że Seattleite będzie jej smakoszem i nie wypije byle jakiej czarnej zalewajki. Nie będzie też przesiadywać w pełnym turystów, historycznym bo pierwszym na świecie, Starbucksie przy Pike Place. Najpewniej weźmie swoją kawę “to go” i z uśmiechem uda się tam, gdzie w spokoju będzie mógł przeczytać “The Stranger”. Seattleite uważa, że Seattle to najlepsze miejsce na ziemi, nie nosi parasola i nie wiadomo czy widział kiedyś dom Kurta Cobaina. Przeciętny Seattleite jest trochę hipsterski, nie dba czy poszczególne części jego garderoby do siebie pasują, ma swój własny styl i nie wstydzi się go pokazać.

Seattleite to też coraz częściej programista, który przyjechał do pracy dla jednego z informatycznych gigantów. Chodzi w szarawej bluzie z kapturem, z wielkim czarnym plecakiem na ramionach i “badge” przypiętym do paska u spodni. 

Co to jest Seattle Freeze

Seattle zostało uznane kiedyś za jedno z najbardziej uprzejmych miast w Stanach. Czy to wpływ pogody, klimatu czy wielkości państwa? Musicie wiedzieć, że istnieje różnica między byciem uprzejmym, a byciem przyjacielskim.

Space Needle jest symbolem Seattle

Space Needle w Seattle

W 2005 The Seattle Times opublikował artykuł, w którym po raz pierwszy pojawiło się udokumentowane użycie terminu “Seattle Freeze”. Artykuł opowiada o dysonansie poznawczym z jakim spotykają się nowo przybyli – tzw. implanty z innych krajów czy miast.

Pierwsze wrażenie jakie odnosimy po interakcjach z mieszkańcami Seattle i opinie na ich temat mogą być zupełnie skrajne. Z jednej strony ktoś przytrzyma wam drzwi od windy, z drugiej nie ma co liczyć na łatwe zawieranie przyjaźni z lokalsami. Mieszkańcy Seattle, jak wytrawny gracz, nie chcą za szybko odkrywać swoich kart i wpuszczać obcych do swojego prywatnego świata.

Socjolog Jodi O’Brien nazywa to nawet fenomenem “plastikowego uśmiechu”, ponieważ różnica pomiędzy byciem uprzejmym i byciem przyjacielskim naprawdę istnieje. Uprzejmi ludzie, życzą wam miłego dnia i zatrzymują się dla was na przejściu dla pieszych; przyjacielscy wymieniają kontakty i zapraszają na piwo po pracy.

Nie jest do końca tak, że mieszkańcy Seattle mają coś przeciw nowo przybyłym implantom – po prostu nikomu nie chce się inwestować w nowe znajomości. Choć… ostatnio słyszymy coraz więcej niezadowolonych głosów ze strony ludzi wykonujących nisko płatne prace na temat rosnących cen mieszkań w Seattle. Podwyżki te związane są m.in. z dynamicznie rozwijającymi się w mieście firmami IT i zarobkami potencjalnych najemców pracujących w branży. Z tego względu przeciętny zjadacz chleba ma powody do niezadowolenia, bo kogo stać na opłacenie miesięcznego czynszu w wysokości 2,031$?

Wieczór dla Seattleite

Kilka tygodni po przeprowadzce do Seattle poszliśmy na stand-up połączony ze spotkaniem couchsurferów. Szczerze mówiąc stand-up był słaby, a prowadzący nie potrafili dotrzeć do widowni. W końcu padło pytanie o to, kto wśród widowni jest prawdziwym Seattleite (dziwne pytanie na spotkaniu ludzi z couchsurfingu) i nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć. W końcu mieszkamy teraz w Seattle i w porównaniu z Hansem i Pedro, którzy odwiedzają w danym dniu miasto, jesteśmy stąd. Mieszkałam w tylu miejscach i nigdy nie znalazłam odpowiedzi na to kiedy mogę powiedzieć, że jestem stąd?

Zastanawiam się czy tak jak przez noszenie kaloszy przystosowujemy się do pogody, zaczniemy tak jak Seattleite z czasem owijać się w niedostępny kokon?

A wy urodziliście się w miejscu, w którym teraz mieszkacie? Ile razy się przeprowadzaliście?
Kto nazwie się prawdziwym Warszawiakiem, Krakusem czy Seattleite?
Kiedy, jeśli w ogóle,  można powiedzieć, że jesteśmy stąd?