A gdybyś płynął do Ameryki statkiem? Gdybyś spakował swój dom do walizki lub niewielkiego drewnianego kufra i wyruszył w nieznane? Wyobrażasz sobie, że jeszcze 100 lat temu tysiące imigrantów z Europy płynęło do Ameryki statkiem a podróż zajmowała aż 2 tygodnie?

Ile trwałaby wtedy Twoja podróż do Seattle?
Czym zajmowałbyś się tu po przyjeździe? Może pracowałbyś w tartaku, na morzu, albo w fabryce konserw? Może uprawiałbyś ziemię, a może zacząłbyś od szukania żyły złota? 

Każda z dzielnic i sąsiedztw Seattle jest wyjątkowa, a ja opowiem Ci dzisiaj o Ballard. 

Ballard – miasto w mieście

Seattle Ballard

Ballard Seattle mieszkanie

Ballard to położona na północny-zachód ‘morska’ dzielnica Seattle wyróżniająca się wyraźnie skandynawskim charakterem.
Do dzisiaj mieszkańcy Ballard (zwani Ballardites) cenią sobie jej miasteczkowy charakter, a zarazem łatwy dojazd do downtown.

Turyści spoza Seattle oraz lokalni Seattleite w sezonie przyjeżdżają do Ballard oglądać łososie płynące na tarło w śluzach zwanych Hiram Chittenden Locks lub Ballard Locks.

Ballard dzielnicą skandynawów

Dla ludzi myślących o emigracji do Ameryki w XIX wieku, kraj ten był odległym, nieznanym lądem do czasu gdy nie zaczęły napływać listy od ich rodziny i znajomych. Od tych, którzy odważyli się zostawić dom w poszukiwaniu lepszego życia. Listy opisywały możliwości, które Ameryka oferowała nowoprzybyłym osadnikom. Początkowo “Listy z Ameryki” podsycały chęć udania się w nieznane dzięki opisom bujnej przyrody i bogactw naturalnych.

Później, agresywne kampanie reklamowe firmy kolejowych zaczęły docierać do Europy.  Firmy motywowane perspektywą sprzedaży ziemi imigrantom, którą same dostały za darmo, wysyłały do Europy setki przedstawicieli zachęcających europejczyków (w szczególności tych z krajów nordyckich) do przeprowadzki. Skuszeni niskimi cenami ziemi uprawnej śmiałkowie pakowali swój dobytek i ruszali w daleką podróż. 
Wielu z tych ludzi wylądowało w Ballard.

Przegrany zakład kapitana Ballard i zdechły koń

źródło: Może właśnie jeden z tych koni zginął w niewyjaśnionych okolicznościach?

Jeszcze w 1852 Plemię Duwamish zwane też “Ludźmi jeziora” zamieszkiwało ziemie obecnego Ballard. Natomiast sama nazwa miasteczka pochodzi od pewnego właściciela tylnokołowca. Pan Ballard w ‚niefortunnym’ rzucie monetą przegrał zakład ze wspólnikiem i nabył w ten sposób bezwartościowe 160 akrów lasu. To, co wtedy wydawało się być bezwartościowe, wraz z budową północnoamerykańskiego traktatu kolejowego, który przebiegał przez ten obszar, wielokrotnie pomnożyło swoją wartość.

Miasteczko prężnie się rozwijało nazywając się nawet „drewnianą (gontową) stolicą świata” produkując 322 miliony gontów w 1898. Jednak mieszkańcom Ballard brakowało wciąż wody pitnej, której mieszkańcy Seattle po drugiej stronie kanału mieli mnóstwo.

Dodatkowe plotki o znalezieniu zdechłego konia w jednym ze zbiorników pomogły Ballardites podjąć decyzję o dołączeniu do Seattle w 1890. Wtedy Kapitan Ballard nadał nowo powstałemu miasteczku swoje nazwisko. Rozwój dróg i komunikacji miejskiej sprzyjał rozrostowi Ballard, a deweloperzy zepchnęli trakt kolejowy na północno-zachodnie obrzeża Ballard do Golden Gardens.

W międzyczasie, jakieś 6 tysięcy kilometrów od Seattle, w Norwegii, spory wewnętrzne, strach przed wojną i głód dawały początek skandynawskiej migracji. Praca w fabrykach, tartakach i łowiskach Zatoki Puget zachęcała tysiące imigrantów do podróży na dalekie zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. 

Muzeum Nordyckie w Seattle

Niebieska linia zaznacza ile wody masz na cały dzień – sam zdecyduj: wolałbyś ją wypić, umyć się czy wyprać ubranie?

Od samej nazwy: ‘Muzeum Nordyckie’ wieje zimnem i mrozem. Wyobrażasz już sobie fiordy i skute lodem morze? Muzeum Nordyckie w Ballard to miejsce, w którym dosłownie przejdziesz drogę jaką przebywali skandynawscy imigranci by dotrzeć do Seattle. 

W muzeum Nordyckim wsiądziesz na statek do Nowego Jorku. Staniesz też na wytartym ulicznym bruku zatłoczonego portu w Ellis Island (Nowy Jork).

Kupujesz bilet na miejsca w klasie na którą Cię stać. Przypominasz sobie Titanica? Pamiętasz jak wyglądały kajuty pasażerów I klasy, a jak klasy III? Biedni, często oszczędzający przez kilka lat na bilet pasażerowie III klasy dziennie dostawali niepełne wiadro wody.

Czy wiedziałeś, że gdy statek z imigrantami z Europy przeszedł kwarantannę, ludzie schodzący na ląd przechodzili obowiązkową kontrolę medyczną? Kontrola medyczna polegała głównie na tym, że oficerowie medyczni paluchami lub haczykiem do guzików wywracali na drugą stronę powieki pasażera w poszukiwaniu jaglicy (zapalenia spojówek).

Jak wygląda Ballard dziś

Ballard mieszkanie w Seattle

Zabudowa starego Ballard czyli okolic Ballard Avenue i Market Street to głównie zabytkowe niskie kamienice z palonej czerwonej cegły.

Dziś Ballard to jedna z liberalnych i wyluzowanych części Seattle.To ta dzielnica, którą określilibyśmy mianem hipsterskich.

Serwujące pyszną kawę kawiarnie i palarnie kawy pełne są tu ludzi czytających książki i pracujących na laptopach. Sporo tu też browarów produkujących i sprzedających piwa rzemieślnicze. Jest pachnące maślanym popcornem oldschoolowe kino, jakie zobaczycie w filmach lat 50-tych i kilka charakterystycznych barów. A wśród nich Tractor – miejsce dziwne, w którym dużo się dzieje.

Przy najstarszej ulicy Ballard – Ballard Avenue – co niedzielę organizowany jest Ballard Farmers Market, gdzie kupujemy produkty od lokalnych sprzedawców.

Na tym klimatycznym bazarze znajdziecie masę owoców, warzyw, grzybów, miodów, serów, kwiatów i temu podobnych specjałów.

Ludzie przychodzą na niedzielny bazar całymi rodzinami, zobaczycie też rowerzystów i mnóstwo psów różnej maści. Farmers’ Market w Ballard to nie tylko miejsce zakupów ale też spotkanie towarzyskie. 

 

Podczas cieplejszych miesięcy można wypożyczyć w Ballard deski surfingowe i z tej perspektywy podziwiać linię brzegową. Można też pozostając na lądzie patrzeć na łódki w Golden Gardens.

Przez Ballard przejeżdża linia szybkiego autobusu D (rapidride) m.in. dlatego łatwo i szybko dostać się stąd do Downtown. Linią 43 i 44 dojadę do University District, a autobusem numer 40 najczęściej jeżdżę do Fremont i Lake Union. Ponadto, Balard i Femont połączone jest fajną ścieżką spacerowo-rowerową biegnąco wzdłuż kanału. 

Skandynawski sklep w Ballard

Można się domyślać, że ponieważ w Ballard mieszka tylu potomków skandynawskich imigrantów ktoś wpadł na pomysł założenia biznesu z tym związanego. I owszem! Sklep Scandinavian Spacialites na 67. ulicy oferuje wszystko za czym Norweg, Szwed, Fin, Duńczyk czy Islandczyk mógłby zatęsknić.

Co więcej! Nasze europejskie kuchnie wydają się być pod wieloma względami podobne dlatego i Polacy znajdą tam kiszoną kapustę, ogórki konserwowe, domowy dżemikmagę i przeróżne słodycze!

Sklep ma też pokaźną lodówkę mięsną, mnóstwo gadżetów kuchennychsporą księgarnię.
Z rozmowy z managerką wiem, że gdy tylko w prowadzonej przy sklepie malutkiej kawiarence zabraknie kotlecików rybnych, sklep daje znać zainteresowanym klientom i cały Klub Norweski i Szwedzki przyjeżdża do nich po świeżą dostawę!

Gdzie jeszcze warto zaglądnąć

Cafe Besalu ma opinię miejsca wypiekającego najlepsze croissanty w Seattle. Ich ciasta i ciasteczka są fenomenalne i doskonale trafiają w europejski smak. 

Tuż obok, tej malutkiej cukierni znajdziesz francuską piekarnię Tall Grass (Tall Grass Bakery) sprzedającą niesamowite i niespotykane w Seattle wypieki. Ich chleby pachną jak te w polskich piekarniach, a musicie wiedzieć, że dobry chleb w Stanach znaleźć jest ciężko.

Szukając informacji o Seattle warto dowiedzieć się czegoś więcej o jego dzielnicach. Czasami warto też zadać sobie pytanie dlaczego miejsce, w którym mieszkamy jest takie jakie jest? Ile wiecie o swoim sąsiedztwie? 

  • Ile informacji! Bardzo ciekawy wpis, lubię takie historyczne ciekawostki 😀

    • Anna Sycz

      A ja lubię mieszać historię ze współczesnością 🙂 Miasta są ciekawe – jak ludzie, bo każdy ma swoją niepowtarzalną historię.

  • Pojechałabym…. :). Bardzo fajna relacja!

    • Anna Sycz

      Przyjedź! Seattle jest niesamowite i… na prawdę słoneczne 😉 Nie daj się zwieść plotkom o deszczu!

  • Wow jestem pod ogromnym wrazeniem tego wpisu. Dowiedzialam sie z niego tak wiele. Zaczarowalas mnie ta historia. Na chwile poczulam sie tak jakbym sie tam przeniosla. Powiem szczerze stany nie byly nigdy wysoko na mojej liscie podrozniczej, ale teraz zdecydowanie awansowaly 😀 dzieki za mila lekture bede sledzic 😊

    • Anna Sycz

      Kamila, ja tez nigdy nie byłam zafascynowana Stanami. Nie zmieniło mi się to ani podczas studiów (anglistyka) ani podczas późniejszych podróży do USA. Chyba dopiero gdy zaczęłam mieszkać w Seattle, zaczęłam doceniać miejsce w którym jestem. Choć z drugiej strony, trzeba przyznać, że Seattle różni się od innych miast, a w statystykach jest jednym z najbardziej zielonych i najbardziej przyjaznych miejsc do życia w USA.

  • Pingback: Dzielnice Seattle: Fremont - Centrum Wszechświata - I love pierogies PL()

  • Pingback: Dzielnice Seattle - U District i Kwiaty Kwitnącej Wiśni()

  • Ania K.

    Aniu, bardzo zachęcająca lekturka! I kto by pomyślał ze mamy takie wspaniałe autorki tuż pod nosem na emigracji 😉

    • Anna Sycz

      Fajnie jest robić coś, co się lubi 😉 ale autorką bym się nie nazwała tak – to zbyt duże słowo. Tyle jest jeszcze rzeczy do opisania i ciągle targa mną chęć zrobienia czegoś więcej!

      • Ania K.

        Aniu, nigdy nie jest za późno! Rób to do czego Cię pasja ciągnie 😉