Zawsze inspirowały mnie kobiety- te, które wychodziły poza ramy wygodnej egzystencji, kwestionowały normy i  wyznaczały własne standardy: królowe, waleczne przywódczynie, podróżniczki. Ale i te nieznane, o których nigdy nie przeczytamy na marginesach historii. W pewnym momencie zaczęłam się więc zastanawiać jakie są Polki w Seattle? Dlaczego tu przyjechały i jak się tu odnajdują? 

Polki mieszkające w Seattle

Gdy przeprowadziłam się do USA w październiku 2016  od razu zaintrygowało mnie to, że o Polkach w Seattle właściwie się nie słyszy. Nie wiedziałam kim są kobiety, które – tak jak mnie – droga doprowadziła w końcu do tego Szmaragdowego Miasta. Nie chciałam wierzyć w plotki i łatki, które słyszałam: “siedząca w domu matka Polka,” “karierowiczka,” “nieszczęśliwa,” “samotna,” “odizolowana.” Jestem przekorna – musiałam na własne oczy zobaczyć jaka jest prawda i kim są te dziewczyny.

Nie można przecież opowiedzieć o kimś tylko jednej historii, bo jedna historia, szczególnie ta niekompletna, ta której nie opowiedziała Ci sama bohaterka, niesie za sobą wielkie ryzyko. Ryzykiem jest to, że widzieć będziemy tylko jeden często zniekształcony obrazek. A jeśli jeden obraz będziemy wciąż powielać i o jednym obrazku będziemy wciąż mówić, rzeczywistość stanie się właśnie taka jak on.
Pojedyncza historia zabiera nam zdolność patrzenia dalej i sięgania po więcej.

Jakiś czas zajęło mi uświadomienie sobie, że nie mogę bezczynnie czekać, aż ktoś udowodni mi, że los Polki w Seattle nie jest jedną smutną powtarzającą się historią. Historią kobiety, która przyjechała do Seattle w ślad za swoim mężem i nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Jakie są Polki w Seattle

Gdy wylądowałam w Seattle nie znałam wielu ludzi, więc szczególnie trudno było mi zrozumieć ten dziwny stereotyp gdy ci, którymi się otaczałam powtarzali mi go jak mantrę. Zaczęłam zastanawiać się czy my – Polki w Seattle jesteśmy rzeczywiście tak życiowo nieporadne?

Nikt nie wspominał przecież o tym, że podejmujemy ciężkie wybory i trudne decyzje. Gdy przyjechałam do Seattle nie słyszałam o szczęśliwych Polkach, które spełniają się jako matki; o tych, które godzą macierzyństwo z pracą zawodową; o dziewczynach, zaradnych, kreatywnych, inteligentnychwykształconych. Oczywiście, nic nie jest czarno-białe: rodzicielstwo, kariera, własny biznes- wszystko ma swoje odcienie szarości! Nie dostajemy jednego scenariusza na życie. Czasem chodzi o znalezienie harmonii w sobie, innym razem o zaakceptowanie swego chaosu.

Dlatego postanowiłam poszukać kobiet, które opowiedzą mi o sobie i o tym co jest dla nich ważne. Poznawałam coraz fajniejsze, coraz bardziej inspirujące Polki, które przyniosły ze sobą różne historie i perspetywy.

Babskie spotkania w Seattle

Nasze rozmowy toczyły się nad kubkiem kawy, kieliszkiem wina, w domu z dzieckiem przy piersi, w zatłoczonej eleganckiej restauracji i przydrożnym barze. Te rozmowy mogłyby ciągnąć się godzinami, bo gdy znajdujemy z kimś wspólny język i otwieramy się na drugiego człowieka, czas wydaje się płynąć szybciej.

Jedno spotkanie pociągało za sobą kolejne, nasze grono rosło udowadniając mi, że nie musi zrzeszać nas żadna organizacja, nie musimy być w tym samym wieku, właściwie… nic nie musimy! Chiałam by połaczyło nas coś więcej niż narodowość i byś mogła popatrzeć na moje rozmówczynie jak na koleżanki (może siostry ?), które są tuż obok.

Nikt nie dyktował mi też z kim powinnam rozmawiać. Miałam szczęście – wierzę, że pozytywni ludzie po prostu się przyciągają! Możemy mieszkać daleko od siebie, być matkami, mężatkami… lub nie! Możemy pracować w zawodzie, uczyć się, studiować, zastanawiać nad następnym krokiem, albo wracać na rynek pracy po dłuższej przerwie – mamy swój własny rytm.

Każde spotkanie coraz bardziej uświadamiało mi, że są wokół mnie niesamowite kobiety, o których powinnaś usłyszeć! Stereotyp zamieniał się w archetyp, w “walutę społeczną” którą chciałabym się z Tobą podzielić.
Tak właśnie powstał pomysł na projekt “SIS”.

Czym jest projekt „SIS”

Projekt SIS Polki w Seattle

fot. Marta Bras„Projekt SIS”

Nie wiedziałam jak mogłabym nazwać zbiór rozmów, które przeprowadziłam z dziewczynami. Pomyślałam o „SIS” akronimie, który mogłybyśmy uniwersalnie rozwijać.  

Najpierw SIS miało oznaczać tylko “Success in Seattle” lecz każdy z nas inaczej rozumie sukces, prawda? Dążymy przecież do różnych celów i różnych rzeczy pragniemy.

Dlatego „Spełnienie” i „Satysfakcja” to polskie słowa, które również w mniejszym lub większym stopniu oddają to, o czym przeczytacie w naszych artykułach.

Piszę “naszych” bo każda z nas włożyła w ten projekt ogrom swojego czasu i energii. Jedne teksty już powstały, inne dopiero się piszą. Projekt SIS jest taki jak dziewczyny, które zechciały wziąć udział w stworzeniu czegoś większego. Może ta akcja da przyczynek do poszukiwania w pracy wspólnej płaszczyzny i sensu osobistego. Może pokaże Ci, że warto wspierać ludzi także w trakcie działań, a nie wyłącznie po tym, co osiągną.
Może dzięki SIS bardziej się poznamy, uwierzymy w siebie, otworzymy na ludzi wokół nas?

Co powinnaś wiedzieć o projekcie

„SIS” to efekt pracy Polek, które zechciały oddać Ci kawałek siebie – to pozytywna współpraca, którą staramy się wkomponować w nasze codzienne obowiązki. 

Artykuły, jakie tu przeczytasz, są za każdym razem pracą trzech dziewczyn. Spotykamy się i miło spędzamy czas, ale przede wszystkim chcemy opowiedzieć Ci, że droga nie zawsze jest prosta a życie czarno-białe.

Jestem pewna, że teksty pojawiać się będą przynajmniej raz w miesiącu (a może i częściej !). Byś jednak niczego nie przeoczyła zachęcam Cię już teraz do zapisania się na newsletter. W ten sposób zawsze dostaniesz powiadomnienie o nowej histori jaką wspólnie napisałyśmy!

Wybierając dziewczyny do współpracy chciałam pokazać naszą różnorodność, wielowarstwowość naszego życia i rozmaitość perspektyw z jakich patrzymy na świat.

Jestem niesamowicie wdzięczna WSZYSTKIM kobietom biorącym udział w projekcie – dziękuję za Waszą szczerość, czas i wiarę w to, że wspólnie możemy zrobić coś fajnego!

Szczególnie DZIĘKUJĘ też Marcie Bras! Marta zaoferowała zrobienie nam pięknych zdjęć, którymi opatrzone będą artykuły. Dziękuję Ci Marto za czas i moc cierpliwości jakie włożyłaś w ten projekt! Jestem Ci ogromnie wdzięczna!

 

Już za tydzień pojawi się pierwszy wywiad z niesamowicie fajną babką, która postanowiła robić rzeczy po swojemu!

 

Czy podoba Ci się pomysł na Projekt SIS? Daj znać co myślisz w komentarzu poniżej!

 

 

 

 

 

 

 

  • Irena Watrak

    Wspanialy pomysl Aniu, jestes niesamowita, podziwiam i zycze sukcesow

    • Anna Sycz

      Cześć Irenko! Dziękuję – to dziewczyny, które zechciały wziąć udział w tym projekcie są niesamowite. To dzięki nim ten projekt powstaje 🙂 Ja dałam tylko pomysł, miejsce do publikacji i pomoc w edycji i tłumaczeniu, Marta Bras zrobiła piękne zdjęcia, a nasze kobiety oddały czas, energię, otworzyły się na opowiedzenie o sobie – to jest naprawdę niesamowite 🙂

  • Marzena Lilian Szlaga

    Super pomysł. Materiału to uzbierasz na gruba książkę.

    • Anna Sycz

      Dziękuję Marzena- koordynacja pisania, edycji i robienia zdjęć to dość skomplikowane zadanie. Nigdy nie chciałam wywierać na moich rozmówczyniach presji i narzucać im deadlinów, dlatego projet SIS ma początek i koniec. A jeśli później znajdą się chętne do kontynuowania tej pracy pomyślimy o dalszych częściach 🙂

  • A ja jak zobaczyłam „Projekt SIS” skojarzyło mi się to z „projekt siostry”, i chyba na tej obczyźnie tak właśnie powinnyśmy się traktować i wspierać, niezależnie od tego co nas łączy, a co dzieli, jak w prawdziwym rodzeństwie 🙂

    • Anna Sycz

      Dokładnia Ania! Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz! Chciałabym by więcej z nas tak właśnie patrzyło na siebie nawzajem – wspieranie jest bardzo ważne dla obu stron <3