Zawalczyć o samą siebie, stawiać konkretne pytania, szukać najlepszych rozwiązań i ciężko pracować na realizację wyznaczonych celów – to wszystko najlepiej opisuje Magdę.
Po naszym pierwszym, kilkugodzinnym spotkaniu na nowo uwierzyłam, że motywacja to ogromna siła, którą możemy się nawzajem zarażać!

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wywiadu uwierzycie w siebie i przekonacie się, że nie ma rzeczy niemożliwych!

Magda przyjechała do Seattle kilkanaście lat temu i przez pierwsze lata swojego pobytu w Seattle nie mogła pracować ze względu na wizę H- 4. Postanowiła jednak zawalczyć nie tylko o siebie, ale i o tysiące kobiet, które były dokładnie w tej samej sytuacji.

Ludzie szukają swojego ‘powołania’ latami. Ciekawi mnie kiedy Ty je odnalazłaś i jak wyglądała Twoja droga do własnej kancelarii prawnej w USA?

Pamiętam dobrze pewne zdarzenie w Polsce – miałam wtedy około 18 lat i za zarobione latem pieniądze kupiłam sobie buty, które okazały się wadliwe. Próbowałam oddać je do reklamacji ale wówczas, w latach 90- tych, niezwykle trudno było wyegzekwować swoje prawa w Polsce. Do dziś pamiętam uczucie bezsilności i nagłą, silną potrzebę dokładnej znajomości przepisów prawnych.

Krótko potem trafiłam na zajęcia wprowadzenia do prawa i zakochałam się w kodeksach – w ich wymierności, jednoznaczności i przewidywalności. Rok później studiowałam już prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (równocześnie studiując też europeistykę).

Magdalena Bragun i Summac Law PLLC, Projekt SIS, Polki w Seattle

fot. Marta BrasProjekt SIS: Magdalena Bragun i Summac Law PLLC”

Wszystko zmieniło się gdy mój mąż otrzymał propozycję pracy w Microsofcie. Zdecydowaliśmy się wyjechać do Seattle, co oznaczało, że musiałam przerwać studia prawnicze na UAM’ie. Na szczęście do tego czasu miałam już ukończoną europeistykę.

Po przyjeździe do Stanów życie zweryfikowało wiele moich początkowych założeń.  Nic nie było oczywiste ani „przejrzyste” – otrzymanie pracy po europeistyce nie było nawet odrobinę prawdopodobne w Seattle. Moja wiedza z zakresu prawa polskiego nie miała tutaj żadnego zastosowania, a amerykański system prawny wydawał mi się absolutnie nielogiczny i zagmatwany. Mimo to wiedziałam, że muszę zaistnieć tutaj zawodowo w taki czy inny sposób. Zaczęłam więc szukać odpowiedzi na dręczące mnie pytania:

Co mogę tutaj robić z obecnie posiadanymi umiejętnościami? Co mogłabym robić gdybym nabyła nowe ? Jak zdobyć nowe umiejętności i ile lat mi to zajmie? Ile tysięcy dolarów będzie to kosztować?   

Teraz wiem, że odpowiedzi na tego typu pytania nasuwają się dopiero wtedy gdy aktywnie ich szukamy. Musiałam wyjść z domu, do świata, do ludzi i zacząć coś robić – udzielać się jako wolontariusz, zapisać się na zajęcia, poznać różnych ludzi właśnie po to by  zdecydować jaki będzie mój następny krok. I faktycznie odpowiedzi zaczęły nasuwać się gdy podjęłam się kilku projektów. Pamiętam, że najpierw znalazłam organizację prawną pomagającą imigrantom w Seattle – Northwest Immigrant Rights Project (NWIRP) – i zaczęłam pracować tam jako wolontariusz 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, czyli prawie na pełen “etat”.

Bezpłatny wolontariat nie jest w Polsce aż tak popularny jak w USA. Jak na ten pomysł zareagowali Twoi bliscy?

Moja rodzina w Polsce nie mogła się nadziwić, że jeżdżę do pracy za darmo i jeszcze dopłacam za parking. Dlaczego dopłacałam? Organizacja NWIRP nie miała wówczas wystarczająco dużego parkingu nawet dla swoich pracowników więc jako wolontariusz zmuszona byłam parkować na ulicy z 2-godzinnym limitem postoju. Wyobrażasz sobie wychodzić z biura by przeparkować samochód i płacić za nowe miejsce parkingowe co 2 godziny? To było trochę szalone, ale chyba wystarczająco dobrze obrazuje jak bardzo zależało mi na zdobyciu doświadczenia zawodowego w NWIRP. Dla mnie doświadczenie to było warte znacznie więcej niż czas i pieniądze jakie inwestowałam w jego zdobywanie.

W NWIRP uczyłam się jak budować sprawy na rzecz kobiet, które doświadczyły przemocy w domu. Uczyłam się też jak argumentować i jak opracowywać dokumentację w tego typu sprawach. Poznałam tam też inspirującą adwokatkę, Kolumbijkę pracującą jako amerykański prawnik. Andrea była dla mnie żywym dowodem na to, że da się osiągnąć co tylko się chce jeśli tylko ma się silną motywację.  Czasami sama świadomość, że to co chcesz osiągnąć jest wykonalne – że ktoś inny w Twojej sytuacji już wcześniej to osiągnął – daje zastrzyk energii i wiarę w swoje możliwości.

W tym samym czasie postanowiłam też zapisać się na dwumiesięczny program online z Creative Writing (pol. kreatywne pisanie) i zaczęłam przygotowywać się do egzaminów na prawo. Codzienne testy próbne zajęły mi około roku (!). Po tym czasie wiedziałam, że mogę zdobyć wynik, który da mi szansę dostania się na studia prawnicze w Seattle. To był czas ogromnej dyscypliny i motywacji.

To znaczy, że przyjazd do Seattle nie ograniczył Twojej chęci pracy w zawodzie?

Przyjazd do Seattle nie ograniczył moich chęci, ale muszę przyznać, że stworzył znacznie więcej przeszkód niż mogłabym się początkowo spodziewać. Studentom „międzynarodowym” nie wolno było wziąć kredytu na czesne, a trzy lata studiów kosztowały wówczas prawie $100,000. Dlatego przez parę lat ostro oszczędzaliśmy.

Ale udało się i rozpoczęłaś studia prawnicze tak, jak sobie zamierzyłaś!

Tak, udało się. Studia prawnicze w Seattle rozpoczęły nowy etap w moim życiu. Przeskoczyłam już wtedy całkiem sporą ilość przeszkód i autentycznie wierzyłam w swoje możliwości. Studiowałam z takim wigorem i entuzjazmem, że sen po prostu schodził na ostatni plan.

Przypominam sobie, że spałam po 3.5 godziny na dobę przez cały pierwszy rok studiów. Mój mąż przejął odpowiedzialność za wszystkie obowiązki domowe, łącznie z gotowaniem, sprzątaniem, robieniem zakupów i praniem. Mialam 100% czasu na naukę bo mojego synka nie było jeszcze nawet w planach. Zakochałam się w tutejszym prawie jeszcze mocniej niż w polskim. O ocenach nawet nie myślałam…

Pewnego dnia po pierwszej rundzie egzaminów kolega podszedł do mnie i powiedział, że dostałam więcej nagród niż on za „najlepiej napisane” egzaminy z różnych przedmiotów. Prawie spadałam z krzesła – nie wiedziałam, że takie nagrody nawet istnieją!

Okazało się, że każdy profesor wybiera najlepiej napisany egzamin nie znając nazwiska autora. Wtedy zrozumiałam, że mój akcent i braki językowe nie będa już miały wpływu na moją przyszłość. Tuż po skończeniu pierwszego roku prawa otrzymałam dwie oferty pracy, tak więc miałam zapewnione zatrudnienie na dwa lata przed ukończeniem studiów. Studia ukończyłam z najwyższym wyróżnieniem, Summa Cum Laude. Dostałam też najwyższą ilość nagród na roku za najlepiej napisane egzaminy ( na równi z jeszcze jedną dziewczyną).

Praca po studiach była już czystą przyjemnością. Budziłam się rano z ogromnym uśmiechem na twarzy i chodziłam spać z jeszcze większym pomimo, że pracowałam po 12 godzin dziennie niemal każdego dnia.

Doświadczyłam prawdziwego poczucia niezależności, satysfakcji i spełnienia. Pracowałam z niezwykle inteligentnymi, ciekawymi osobami z ogromną wiedzą i doświadczeniem. Codziennie uczyłam się czegoś nowego i codziennie miałam poczucie, że osiągnęłam wszystko co postanowiłam osiągnąć. Cudowne lata.
Do teraz gdy myślę o tym czasie automatycznie się uśmiecham.  

Ale potem coś się zmieniło…

Tak, lata biegły niemiłosiernie, a ja wiedziałam, że mam coś jeszcze do zrobienia w życiu; coś, czego zawsze bardzo pragnęłam, ale na co nigdy nie było odpowiedniego momentu – macierzyństwo. Gdy zaszłam w ciążę, mój świat obrócił się o 180 stopni i wiedziałam, że czas na inne osiągnięcia. Nie było już w moim życiu miejsca na 12 godzin analizowania prawa każdego dnia. Urodził się mój synek, Alex. I choć próbowałam przez wiele miesięcy po urlopie macierzyńskim wrócić do dawnego trybu życia, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że muszę dokonać większej zmiany. Odeszłam z mojej ukochanej kancelarii i cały pierwszy rok po odejściu spędziłam z synkiem.

Po pewnym czasie moi dawni klienci zaczęli się do mnie odzywać i prosić o porady prawne i reprezentację. Tak powstała moja kancelaria, Summac Law PLLC, którą mam do dziś (nazwa pochodzi od słowa „Summa”, mojego wyróżnienia na prawie, oraz od drzewa „sumac”, które jak parasol chroni przed zawieruchą).
Własna kancelaria pozwala mi pracować z domu i ograniczać ilość godzin pracy tak, bym wciąż miała jak najwięcej czasu z moim synkiem.

Zgłaszają się do mnie Polacy mieszkający w Stanach z najróżniejszymi sprawami, poczynając od sporządzania i sprawdzania kontraktów, poprzez reprezentację w negocjacjach, sporach sądowych i kwestiach związanych z testamentami. Pomagam również polskim firmom, które chcą zaistnieć na rynku amerykańskim.

Od prawie roku współpracuję w ramach mojej kancelarii ze znaną, międzynarodową firmą Rimon PC, która skupia prawników wywodzących się z dużych renomowanych kancelarii prawnych w całym kraju. Rimon świadczy szeroki zakres usług w dziedzinie prawa komercyjnego i specjalizuje się w obsługiwaniu klientów międzynarodowych.

“Mam prawo być tym, kim chcę być” – to chyba szczególnie trafne zdanie gdy rozmawiam z prawniczką i tak wytrwałą osobą jak Ty.

Faktycznie, mam głębokie przeświadczenie, że mogę i mam prawo być tym kim chcę. Nie pozwalam światu wmówić sobie, że muszę robić coś tak, a nie inaczej.

Gdy przyjechałam do Seattle wydawało się, że droga do kariery prawniczej będzie zbyt trudna i zbyt długa.
Trudności piętrzyły się z każdej strony i łatwo byłoby się poddać i powiedzieć sobie, że po prostu nie warto.
Ale coś pchało mnie do przodu i wiedziałam, że jeśli naprawdę chcę być prawnikiem to będę!
Czułam, że mam prawo być tym kim chcę.

Wiele kobiet, szczególnie na emigracji, po porodzie spędza kilka lat albo z dziećmi albo ze względu na sytuację wizową.
W Stanach dłuższy urlop macierzyński, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce tak naprawdę nie istnieje.
Jak Ty wspominasz czas jaki spędziłaś z synem po jego urodzeniu?

Podczas mojej rocznej przerwy w życiu zawodowym – czasu, który całkowicie poświęciłam mojemu synkowi, po raz pierwszy zaczęłam widzieć świat z perspektywy, która dotąd była mi zupełnie obca. Dopiero gdy stałam się mamą zaczęłam w pełni rozumieć i doceniać pracę dziewczyn, które zajmują się dziećmi w domu. Praca ta wymaga cierpliwości, determinacji i całej masy umiejętności. Dziś mam bardzo dużo szacunku dla kobiet, które poświęcają dzieciom wiele lat swojego życia.

Smutne jest to, że wiele spośród tych kobiet cierpi z powodu pośpiesznych i często niesłusznych osądów ze strony kobiet pracujących zawodowo.  A to, że dziewczyny spędzają kilka (lub kilkanaście) lat blisko swoich dzieci nie znaczy, że nie mają innych ambicji i aspiracji.  Myślę, że na wszystko w życiu jest właściwy czas.
Głęboko wierzę, że nie musimy mieć wszystkiego od razu.

Była Sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego, Sandra Day O’Connor – jedna z najbardziej inspirujących kobiet prawników i pierwsza kobieta w Sądzie Najwyższym – mawiała ponoć, że sekretem jej sukcesu było poświęcenie dzieciom uwagi i czasu we wcześniejszych latach swojej kariery i oddanie się życiu zawodowemu znacznie później. Po krótkim okresie pracy w kancelarii prawnej miała blisko 12-letnią przerwę w zawodzie. Mimo to została nominowana do Sądu Najwyższego i miała ogromny wpływ na współczesne prawo w Stanach!
To, co robimy w danym momencie nie przesądza tego, co będziemy robić przez kolejne 30-40 lat.

Niemniej wiele kobiet obawia się, że nie będzie miało do czego wracać po długiej przerwie w życiu zawodowym.

Tak, to prawda – wiele z nas bardzo sie tego boi. Ja również długo się tego obawiałam.
Dziś codziennie przykładam się aktywnie do tego, aby nie kierować się w życiu strachem. Niemniej nie kierowanie się strachem nie do końca wystarczy – to tylko pierwszy krok. Następnym jest ciągłe utrzymywanie kontaktu z jak największą ilością osób w trakcie tej przerwy w karierze. Myślę, że szczere utrzymywanie dobrych kontaktów z ludźmi to najlepszy klucz do znalezienia pracy.

Wolontariat to do pewnego stopnia inny rodzaj “pozostawania w kontakcie”. Pamiętam wiele okazji, gdzie jako wolontariusz udzielałam się jako sędzia przy konkursach adwokackich dla studentów na University of Washington.
Pomagałam też (i do dziś pomagam) weteranom wojennym przy zarządzaniu majątkiem i przygotowywaniu testamentów w ramach programu Washington State Bar Association. Niektóre firmy oferują też specjalne płatne staże dla mam powracających na rynek pracy po długiej przerwie (np.OnRamp Fellowship). Te staże mogą zamienić się w stałe zatrudnienie.

Czy jest coś, co robisz by utrzymywać swój poziom energii na tym poziomie?

Jeśli nie dbam o siebie właściwie, moje zdrowie zawsze zaczyna szwankować. Tak więc medytuje, uprawiam Tai Chi, czytam codziennie mały wycinek z książki Deepaka Chopry „The Seven Spiritual Laws of Success”, staram się zdrowo odżywiać, chodzę na spacery, oglądam sztuki teatralne i muzyczne raz na trzy miesiące, wcinam kurkumę i witaminę D3 w solidnych ilościach. Gdy dbam o siebie i swoje potrzeby, mam siłę by dbać o potrzeby innych – mojego synka, męża, mojej rodziny w Polsce. To tak jak z tlenem w samolocie: trzeba najpierw obsłużyć samego siebie aby efektywnie pomóc komukolwiek innemu.

Po przeczytaniu Twojej publikacji na temat prawa imigracyjnego i przed naszym pierwszym spotkaniem bałam się, że będziesz mnie onieśmielać.  A tu, usiadła przede mną fajna, autentyczna dziewczyna, z którą niejedna mieszkająca w Seattle kobieta może się utożsamić!
Czego można Ci teraz życzyć?

Odrobinki szczęścia… nie dla mnie samej lecz dla osób, które skorzystały z nowego prawa umożliwiającego zatrudnienie na wizie H-4. Losy tych osób są bliskie mojemu sercu ponieważ wiem jak trudno żyć w niepewności czekając przez lata na pozwolenie na pracę i rzeźbiąc rozmaite wizje swojej przyszłości. Ja sama oczekiwałam na swoje pozwolenie przez sześć lat.

Publikację prawną, o której wspominasz („The Golden Cage: How Immigration Law Turns Foreign Women Into Involuntary Housewives”) wydałam na trzecim roku studiów w Seattle. Pisałam w niej o tym, dlaczego osoby na wizie H-4 powinny otrzymywać pozwolenie na pracę. Po wydaniu mojej publikacji, wiele osób zainteresowało się tą kwestią. Pierwszy odezwał się Microsoft – nieformalnie otrzymałam stamtąd zapytanie czy Microsoft mógłby użyć mojego artykułu w lobbingu o zmianę prawa zabraniającego zatrudniania osób na wizie H-4. Nieco później przedstawicielka komitetu d/s imigracji w Kongresie zwróciła się do mnie z prośbą o wykorzystanie mojego opracowania w propozycji zmiany prawa. Jeszcze później zgłosiła się telewizja BBC z Wielkiej Brytanii.
Sprawa nabrała z czasem większych rozmiarów.

Dwa lata temu udało się – Prezydent Obama zaaprobował nowy przepis prawny umożliwiający pracę osobom na wizie H-4 w pewnym okresie przed otrzymaniem zielonej karty.

To co prawda niepełne zwycięstwo bo dopiero po dłuższym czasie z wizą H-4 można ubiegać się o pozwolenie na pracę. Niemniej dla osób z niektórych regionów świata, takich jak Indie i Chiny, te lekko uchylone drzwiczki „złotej klatki” skracają okres oczekiwania na pracę o kilka lat. Choć nie ma dokładnych danych ile osób skorzystało dotychczas z nowego prawa, szacuje się, że rocznie jest to około 180,000 osób. Seattle Times napisał obszerny artykuł prasowy na ten temat w kwietniu 2015.  

Niestety obecna sytuacja polityczna może wiele zmienić.  Wrogie nastawienie polityczne obecnej administracji względem imigrantów stwarza ryzyko, że to, co udało się wywalczyć w 2015 może zostać utracone.  Bardzo bym chciała, żeby tysiące kobiet, które skorzystały z nowego prawa nie utraciły tego, o co walczyliśmy przez te lata. Tego bym sobie i im życzyła.

Magdalena Bragun i Summac Law PLLC, Projekt SIS, Polki w Seattle

fot. Marta BrasProjekt SIS: Magdalena Bragun i Summac Law PLLC”

 

 

  • Marzena Lilian Szlaga

    Świetny wywiad, gratulacje dla pan po obu stronach mikrofonu!